Wtorekowa sesja nie przyniosła znaczących zmian na rynku terminowym. Kontrakty cały czas poruszają się poniżej linii trendu spadkowego, poprowadzonej przez szczyty z początku stycznia i lutego. Niestety, nie widać jakichkolwiek oznak zmiany obecnej sytuacji. Żadna ze stron nie jest zdeterminowana do tego stopnia, aby przechylić szalę w którąkolwiek stronę. Trudno w tej chwili prognozować, w którą stronę wybije się rynek. Barierą dla potencjalnych wzrostów jest wspomniana wcześniej linia trendu oraz strefa oporu na poziomie 1520?1525 punktów. Przebicie 1465 punktów powinno natomiast spowodować spadki do linii trendu wzrostowego ? czyli do poziomu około 1410 pkt. Najlepszą strategią może być obecnie oczekiwanie na wybicie i zajmowanie wtedy odpowiednich pozycji. Patrząc na niski wolumen, można wnioskować, że wielu graczy czeka właśnie na bardziej zdecydowany ruch i wstrzymuje się z podejmowaniem transakcji. Wskaźniki podczas trwającej stagnacji pozostają w okolicach swoich poziomów równowagi, potwierdzając tym samym marazm i brak jednoznacznych sygnałów. Jedynym pocieszeniem wydaje się fakt, iż każdy tego rodzaju postój kończy się znaczącym i często gwałtownym przełamaniem barier popytu bądź podaży.

Piotr Zrobek

analityk