Tak, jak wtorkowa sesja przyniosła kilka sygnałów wzmocnienia rynku, tak notowania ze środy w żaden sposób ich nie potwierdziły. Sił i animuszu do kupowania akcji wystarczyło na pierwsze dwie godziny, a potem mieliśmy do czynienia z konsekwentnym obsuwaniem się w dół. To na pewno nie jest dobry sygnał, ale jednocześnie trzeba powiedzieć, iż sam w sobie nie przekreśla definitywnie szans na obronę tego tak ważnego wsparcia w postaci kwietniowego dołka przy 1317 pkt. Wydaje się jednak, że przebieg ostatniej sesji wymusza ponowny test tego poziomu, co też ma miejsce w początkach dzisiejszych notowań. WIG20 po otwarciu na wysokości 1331 pkt. zaczął zniżkować, by osiągnąć obecnie 1312 pkt. To ponad 1,6% niżej, niż na środowym zamknięciu. Obroty wynoszą 20 mln zł, więc ich skala nie jest na razie duża.

To dopiero początek sesji, więc obwieszczenie już w tym momencie zwycięstwa niedźwiedzi w walce o 1317 pkt. byłoby przedwczesne zwłaszcza, ze obroty są niewielkie. Ta wartość odnosi się do zamknięcia notowań tak samo, jak 1363 pkt. stanowiące opór. W zasadzie można powiedzieć, iż każde zamknięcie w tym obszarze nie zmienia bieżącego układu sił na parkiecie, każąc liczyć się z przebiciem w dół wsparcia, a każdorazowy wzrost traktować jako ruch korekcyjny. Wybicie w dół przypieczętuje zmianę trendu na spadkowy, zaś w górę da nadzieję na przedłużenie trendu bocznego pomiędzy 1317-1500 pkt.

Warto zauważyć wyraźne pogorszenie się nastrojów na światowych parkietach w ostatnich dwóch dniach, co zaowocowało przebiciem SK-45 w dół przez DJIA i Nasdaq, ale też spadki nie zniosły jeszcze więcej, niż 1/3 poprzedzającej je fali wzrostowej. Z tego też powodu nie ma póki co większych powodów do niepokoju.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu