Od dwóch godzin na rynku trwa stabilizacja cen, na poziomie 1235 pkt. dla WIG20. Widać przy tym wyraźny spadek aktywności inwestorów, ale trzeba powiedzieć, że w sumie i tak jest ona bardzo wysoka. Obroty wynoszą 250 mln zł. W takiej sytuacji ostatnie dwie godziny notowań będą bardzo ważne. Czy przeważy pogląd, że spadek jest objawem tylko chwilowej słabości rynku i należy go wykorzystać do zajęcia lub odnowienia pozycji, czy też mamy do czynienia z początkiem głębszej przeceny, która sprowadzi indeks przynajmniej do 1193 pkt., gdzie znajduje się niedawno przełamany opór.

Na pewno w tej chwili jest jeszcze za wcześnie, by się w tej kwestii wypowiedzieć. Przebieg sesji, choć upływa ona pod znakiem spadków, jest bardzo spokojny i nie widać dużej nerwowości przy podejmowaniu decyzji przez inwestorów. Świadczy o tym skala zniżki poszczególnych papierów, która wobec poprzedzających ją wzrostów wydaje się, jak najbardziej naturalna. Czy jednak posiadacze akcji nie przystąpią do bardziej aktywnych działań, kiedy zobaczą, że rynek dziś jednak się nie podnosi? Od ich postawy będzie zależeć ostateczna interpretacja zdarzeń z wtorkowych notowań.

Podobna sytuacja, jak u nas, jest na największych rynkach europejskich. Na razie potencjał spadkowy tam się wyczerpał i próbują one odrobić część strat. Jednak robią to dość nieudolnie, bo w Paryżu i Frankfurcie zniżki nadal wynoszą po 2,2%, nieco lepiej jest w Londynie, gdzie indeks spada o 1,5%. Widoczny jest tu wpływ notowań kontraktów na Nasdaq, które tracą 15 pkt. Można oczekiwać, że do 16.00, kiedy to zostanie opublikowany w USA wskaźnik zaufania konsumentów sytuacja dużo się nie poprawi. Z dużym niepokojem trzeba odebrać powrót DJIA poniżej dopiero co przełamanego oporu w postaci marcowego minimum. To stwarza zagrożenie, że był to fałszywy sygnał, co może przyczynić się do bardziej zdecydowanego ruchu spadkowego.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu