Tuż po 13.00 WIG20 ustanowił lokalne minimum na poziomie 1211 pkt. i zaczął odrabiać straty. W obecnej chwili trudno powiedzieć, na ile jest to trwała tendencja. Indeks ma obecnie 1219 pkt., czyli prawie 1% mniej, niż na wczorajszym zamknięciu. Obroty wynoszą 140 mln zł, czyli są wyraźnie mniejsze, niż we wtorek o tej porze.
Po serii dotkliwych zniżek na giełdach europejskich mamy dziś uspokojenie nastrojów. FTSE i CAC rosną po 0,7%, DAX traci 0,3%. Trudno mówić zatem o jakiejś bardziej istotnej zmianie obrazu tych rynków. W najbliższych dniach bardzo możliwa jest kontynuacja spadków, ale to w dużym stopniu jest uzależnione od kondycji giełd amerykańskich.
Tu już za trzy kwadranse dane o PKB w III kwartale, które mogą zmienić bieg wydarzeń na rynkach i przyspieszyć reakcje inwestorów. Ale może ważniejsza od danych o PKB będzie informacja o stanie aktywności wytwórczej amerykańskich przedsiębiorstw w październiku. Tu jeszcze raz trzeba powrócić do kwestii tego, co jest, a co nie jest zdyskontowane przez giełdy. Biorąc pod uwagę, że nie zważały one zbytnio na słabe wyniki amerykańskiej gospodarki sprzed ataków terrorystycznych, a patrzyły w przyszłość, można liczyć się z tym, że słabe wyniki za III kwartał zostaną zignorowane, a inwestorzy skupią się na PMI.
Papierkiem lakmusowym stanu i perspektyw amerykańskich parkietów będzie zachowanie Nasdaq. Ten indeks nadal pozostaje powyżej kwietniowego dołka. Jeśli i on powróci poniżej niego można się będzie spodziewać dalszego pogorszenia koniunktury, ale to faktyczne dane z najbliższych tygodni zadecydują, czy będzie to powrót do trendu spadkowego, czy też odreagowanie, rozpoczętych 21 września wzrostów.
Krzysztof Stępień