Do podtrzymania korzystnej tendencji przyczynił się głównie, dużo lepszy od oczekiwań, wstępny wskaźnik optymizmu konsumentów Uniwersytetu Michigan. Po jego październikowym spadku do 82.7 pkt. rynek oczekiwał, że w listopadzie niekorzystny trend będzie kontynuowany. Analitycy oceniali, że pierwszy odczyt wskaźnika będzie kształtował się w okolicy 78.5 pkt., tym czasem okazało się, że zanotował on wzrost do wartości 83.5 pkt. Poprawę nastrojów konsumentów można tłumaczyć coraz mniejszą reakcją na kolejne przypadki zarażeń wąglikiem, jak i pozytywnymi doniesieniami z frontu w Afganistanie.

Drugie z podawanych w piątek danych nie były już tak korzystne. Inflacja na poziomie producentów zanotowała w październiku rekordowy spadek, który wyniósł 1,6 proc., przy oczekiwaniach analityków spadku cen producentów o 0,3 proc. W tej sytuacji narzuca się pytanie, czy Ameryce grozi deflacja? Otóż wydaje się, że groźby takiej, jak na razie, nie ma. Istotne będą natomiast kolejne odczyty tego wskaźnika. Jeżeli okazałoby się, że tendencja spadkowa jest nadal kontynuowana w takim tempie, to wówczas sytuacja zrobiłaby się poważna. Należy jednak pamiętać, że tak drastyczne spadki cen są bezpośrednią pochodną spadku cen ropy w zeszłym miesiącu o 21,2 proc., po tym jak we wrześniu wzrosły one o 6,3 proc. Dlatego na poziomie inflacji bazowej, tzn. z wyłączeniem cen żywności i energii, spadek cen w październiku wyniósł jedynie 0,5 proc.

W dniu dzisiejszym nie poznamy istotnych danych makro, ani raportów finansowych ze spółek. Spowoduje to, że przebieg sesji zależeć będzie od bieżących informacji napływających na rynek. Obecne nastroje na rynku terminowym są neutralne. W tej sytuacji, jedynym zagrożeniem na Wall Street, wydaje się brak korekty notowanych ostatnio, nie małych, wzrostów. Fakt ten, może wywierać dużą presję podażową, będącą przejawem realizacji zysków przez część z inwestorów.