Reklama

Nowa globalizacja. Dlaczego technologia wygra z geopolityką

Choć geopolityka przyciąga dziś więcej uwagi niż kiedykolwiek, to o kształcie globalnej gospodarki coraz częściej przesądza technologia, a nie granice państw.

Publikacja: 17.02.2026 06:00

Dominika Bettman, liderka biznesu, autorka, mentorka

Dominika Bettman, liderka biznesu, autorka, mentorka

Foto: materiały prasowe

Marceli Hązła, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu

Marceli Hązła, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu

Foto: materiały prasowe

Przez ostatnie lata można było odnieść wrażenie, że globalizacja znalazła się w odwrocie. Pandemia pozrywała łańcuchy dostaw, wojna w Ukrainie przyczyniła się do wystąpienia napięć geopolitycznych niespotykanych od zakończenia II wojny światowej, zaś narastające napięcia handlowe między USA a Chinami czy renesans haseł o „suwerenności gospodarczej” sprawiły, że coraz częściej zaczęto mówić o deglobalizacji i końcu liberalnego ładu. Z perspektywy globalnego biznesu obraz ten wygląda jednak nieco mniej dramatycznie.

Współcześnie globalizacja nie tyle się cofa, co zmienia swoje główne czynniki napędowe. W coraz mniejszym stopniu opiera się na fizycznym przepływie towarów i taniej sile roboczej, a coraz silniej na nowych technologiach, przepływach danych i skalowalnych rozwiązaniach cyfrowych. Tym samym staje się procesem trudnym do zatrzymania – bo jej fundamentem nie są już dziś fabryki i twarda infrastruktura, lecz algorytmy, dla których geografia nie stanowi przeszkody.

Jednocześnie biznes globalny dąży obecnie do maksymalnej standaryzacji: kopiowania sprawdzonych modeli, optymalizacji procesów i skalowania rozwiązań na skalę całego świata. Nowe technologie – od chmury obliczeniowej po sztuczną inteligencję – umożliwiają zarazem ekspansję przedsiębiorstw bez konieczności ich fizycznej obecności na każdym rynku. W konsekwencji wartość dodana powstaje coraz częściej „ponad granicami”, a nie „między granicami”.

Ta prawidłowość pozwala lepiej zrozumieć pozorny paradoks ostatnich lat - udział korporacji transnarodowych w światowym eksporcie systematycznie spada, podczas gdy ich udział w tworzeniu wartości dodanej wyraźnie się zwiększa. Wynika to z faktu, że gospodarka cyfrowa oderwała tworzenie wartości od posiadania materialnych aktywów. Najbardziej dochodowe firmy świata często nie posiadają już hoteli, flot samochodowych, czy też tradycyjnie rozumianej infrastruktury przemysłowej. Kontrolują natomiast technologie, dane, procesy czy standardy organizacyjne, od których zależne są całe sektory gospodarki.

Reklama
Reklama

W tym kontekście rola big techów przestaje być jedynie tematem regulacyjnym czy antymonopolowym, a staje się kluczowym elementem nowej architektury globalnej gospodarki. Skala inwestycji w badania i rozwój (udział światowych wydatków na B+R przedsiębiorstw ze Stanów Zjednoczonych i Chin przekracza 40 proc., a tych z pierwszej dziesiątki krajów sięga niemal 80 proc.) koncentracja talentów oraz efekty sieciowe sprawiają, że bariera wejścia do technologicznej „pierwszej ligi” jest dziś już niemal nie do przeskoczenia. Konkurencja toczy się zatem głównie pomiędzy kilkoma globalnymi graczami, którzy wzajemnie próbują się wyprzedzać, ale jednocześnie wspólnie oddalają się od reszty rynku.

Dla inwestorów oznacza to z kolei trwałą koncentrację wartości dodanej w wąskiej grupie firm. Kapitalizacja big techów nie jest bowiem wyłącznie efektem spekulacji, lecz w dużej mierze odzwierciedleniem skumulowanego kapitału technologicznego, którego skopiowanie zajęłoby długie lata – a niekiedy i dekady, jak w przypadku sektora półprzewodników. Nawet jeśli część tradycyjnych branż cyfryzuje się i poprawia swoją efektywność, to największa część renty technologicznej wciąż pozostaje u producentów technologii, a nie u jej użytkowników.

Geopolityka oczywiście wciąż ważną odgrywa rolę. Wojny i konflikty zbrojne brutalnie wykluczają całe gospodarki z globalnego obiegu technologii, talentów i kapitału. Dla nich globalizacja faktycznie się kończy – a przynajmniej zostaje zatrzymana na długie lata. Wciąż są to jednak raczej lokalne załamania niż globalny trend. Główny nurt światowej gospodarki nadal płynie w stronę cyfryzacji i dalszej integracji, a kolejne fale innowacji tylko przyspieszają ten proces.

Nowa globalizacja nie dzieli już także świata na „pierwszy” i „trzeci”, lecz na tych, którzy potrafią wykorzystać technologię, i tych, którzy zostają jej pozbawieni – dostęp do kluczowych kompetencji i infrastruktury cyfrowej staje się zarazem podstawowym kryterium rozwoju. W tym sensie przyszłe podziały mogą okazać się nawet trwalsze niż te znane z XX wieku, gdyż nie są to już różnice rozwojowe, które można „zasypać” napływającym kapitałem.

Dla Polski oznacza to konieczność realistycznego podejścia. Szanse na stworzenie globalnego czempiona technologicznego od zera są ograniczone, bo ekosystemy innowacji buduje się dekadami. Nie oznacza to jednak całkowitego braku możliwości, szczególnie w kontekście wysokiej jakości polskiej edukacji i kształconych kadr technicznych. Przewagą konkurencyjną dla naszego kraju może więc stać się inteligentna modernizacja istniejących sektorów, wykorzystanie nisz technologicznych i umiejętne „podpinanie się” pod globalne trendy zamiast próby ich samodzielnego kreowania.

Nowa globalizacja nie będzie ani sentymentalna, ani egalitarna. Będzie oparta na technologii i zdolności gospodarek do jej wykorzystania i integracji. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie słabnie, lecz po prostu wchodzi w kolejną fazę. A w tej fazie to nie państwa, lecz technologiczne centra ciężkości światowej gospodarki będą nadawały tempo i kierunek zmian.

Felietony
Flash Boys wersja 3.0
Felietony
Niekończące się wyzwania prawne
Felietony
Plan transformacji: być, albo nie być
Felietony
Spadki rentowności powinny być kontynuowane
Felietony
Nadchodzą zmiany
Felietony
Dekada delistingów – rozwiązania
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama