Jak na połowę sesji to dużo zwłaszcza, że utrzymuje się stała tendencja do ich wzrostu.
Na europejskich giełdach niewielkie zniżki, co stoi w opozycji do zwyżkujących kontraktów na Nasdaq. Widać, że wczorajsze przełamanie przez indeks rynku technologicznego w USA ważnych wsparć z tak dużym impetem zrobiło spore wrażenie na inwestorach w Europie. Nie ma się co temu dziwić, bo rzeczywiście wydarzenia ostatnich dni odnośnie amerykańskich giełd nie napawają optymizmem. Najpierw mieliśmy złą reakcję na obniżkę stóp. Została ona odebrana jako prawdopodobnie ostatnia z serii i w takiej sytuacji nie pozostało nic innego, jak czekać na sygnały ożywienia gospodarczego. Giełdy zdyskontowały naprawdę znaczną poprawę sytuacji gospodarczej, więc nawet, jak będzie się ona poprawiać, to i tak nie będzie tu pozytywnego impulsu. Będziemy mieli raczej dalszą realizację zysków, bo przecież stanie się to na co rynek oczekiwał.
Dlatego trzeba się liczyć z tym, że każde złe dane będą dyskontowane w większym stopniu, niż dobre informacje. Potwierdzeniem takiego przełomu w odbiorze rynku przez amerykańskich inwestorów była reakcja na wczorajszą serię danych. Po wcześniejszych zachowaniach można było się spodziewać, że dane o bezrobociu będą miały większe znaczenie.
Zobaczy, jak sytuacja będzie wyglądać dziś, gdy poznamy listopadową inflację (14.30) i zmianę produkcji przemysłowej w tym samym miesiącu (15.15). Prognozy mówią o spadku w pierwszym przypadku o 0,1%, a w drugim o 0,7%.