Choć już dziś trudno jest powiedzieć, czy będzie to korekta styczniowych wzrostów, czy też całej fali zwyżek, rozpoczętej przed czterema miesiącami. Bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi wariant, a on zakłada zniżkę WIG20 przynajmniej w okolice 1260 pkt. dzisiejsza sesja pomoże odpowiedzieć na pytanie, jak szybko rynek słabnie i jak duży jeszcze jest potencjał podażowy. Wczoraj widzieliśmy nadal ogromną wiarę w dalszy wzrost i wykorzystanie pierwszej zniżki do kupna akcji. Przez większą część sesji skala spadku była na tyle mała, by pozostawiać optymistyczny obraz rynku. To zachęcało do kupna, ale w chwili dalszego pogarszania się koniunktury będzie stanowiło dodatkową podaż.
Niepokojące jest to, że zniżki obejmują kolejno po sobie giełdy z naszego regionu, co może świadczyć o wycofywaniu się kapitału spekulacyjnego. A wtedy sytuacja byłaby naprawdę groźna, bo te pieniądze szybko wchodzą, ale też i szybko znikają. Zaczęło się trzydniową silna przeceną w Moskwie, wczoraj była Warszawa i Budapeszt, dziś od rana spadki zaczęły się w Pradze. W takiej sytuacji koniunktura na zagranicznych giełdach, posiedzenie RPP i szansa na sporą obniżkę stóp, czy plan gospodarczy rządu schodzą na dalszy plan.
Szybkie podciągnięcie rynku w górę na wstępie notowań pokazuje, że dziś również możemy mieć podażową sesję. Oporem jest połowa wczorajszej świecy na poziomie 1453 pkt., ale chyba bardziej realne jest dotarcie w ciągu dnia do 1439 pkt., gdzie wypadło zamknięcie z 23 stycznia.