O tym, że brak fundamentalnych powodów do trwalszych wzrostów, mówi wielu obserwatorów rynku. I trudno z tym się nie zgodzić. Po fali wzrostów opierających się na nadziejach na odrodzenie gospodarcze rynki czekają na fakty i efekty podjętych działań, zmierzających do pobudzenia wzrostu. Tegoroczne dane przynoszą niejednoznaczne informacje. Sam A. Greenspan pozostaje ostrożny i stwierdza w Kongresie, że ożywienie może być mniej dynamiczne niż po poprzednich kryzysach. Nie ma on zbyt mocnych argumentów i wskazuje jedynie na redukcję zapasów przedsiębiorstw. Ale na takiej podstawie można liczyć jedynie na nietrwałą poprawę koniunktury.
W kontekście środowej decyzji RPP warto wspomnieć o danych dotyczących zeszłorocznego deficytu ekonomicznego. To jest jeden z głównych czynników, jaki Rada bierze pod uwagę przy ustalaniu ceny pieniądza. Jeszcze pół roku temu ten wskaźnik, przekraczający 5,5% PKB, przekreślałby jakiekolwiek rozmowy o cięciu stóp. Teraz delikatnie zwraca się na to uwagę, wiedząc jednocześnie, że są małe szanse na redukcję deficytu w tym i następnym roku. To zawęża pole działania RPP, co z kolei nie ulży kosztom obsługi długu publicznego. Filozofia rządu, zakładająca, że im gorzej w gospodarce, tym bardziej trzeba obniżać stopy, wydaje się tutaj nie na miejscu.
Rynki akcji czekają na wyraźne oznaki poprawy koniunktury, ale ta cierpliwość kiedyś się kończy. Wydaje się, że jesteśmy coraz bliżej tego momentu.
Krzysztof Stępień
PARKIET