Na to wskazywałby układ fal, gdzie po 5 impulsach spadkowych powinny nastąpić 3 wzrostowe, które wyniosłyby WIG20 w okolice 1400 pkt. Tylko czy na to pozwolą giełdy w USA? Możliwości interpretacji danych o PKB jest sporo, od braku wiary w ich prawdziwość do obaw o podwyżki stóp procentowych. Wydaje się, że część tej dobrej informacji została też zdyskontowana wczoraj po nieco rozczarowującym wystąpieniu Greenspana. Oczekiwanie, ze PKB wyraźnie wzrośnie mogło ograniczyć straty. Niskie otwarcie nie zapowiada ataku Nasdaqa na opór w strefie 1782-1800 pkt., którego przełamanie zmieniłoby krótkookresowy układ sił na tym rynku.

Wobec niezdecydowania naszego parkietu wciąż decydującego impulsu do poważniejszego ruchu należy upatrywać w giełdach amerykańskich. Publikacja deficytu obrotów bieżących nie będzie zbyt istotną informacją, bo inne wskaźniki makroekonomiczne spędzają sen z powiek inwestorów. Doradca ekonomiczny Prezydenta W. Orłowski powiedział, że wzrost w pierwszym półroczu może być zerowy lub wręcz ujemny, a poprawa nastąpi dopiero w drugiej połowie roku. Publikowany wcześniej wysoki deficyt budżetu za styczeń także pokazuje, że żadnej poprawy w gospodarce nie ma. Rodzi się zatem pytanie, jak długo nasz rynek może iść pod prąd fundamentalnych czynników. W średnim i długim okresie jest to mało prawdopodobne.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu