Najpierw poznamy dane dotyczące dochodów i wydatków osobistych w styczniu (prognoza mówi o wzroście 0,1% i 0,3%). Dane są trudne do zinterpretowania, głównie ze względu na pogarszającą się relację wydatków do oszczędności w USA. Z pewnością jednak spadek tych wielkości byłby złym sygnałem. Potem podany zostanie zrewidowany wskaźnik optymizmu konsumentów Uniwersytety Michigan za luty. Prognoza mówi o 91 pkt. Im więcej, tym lepiej. Z kolei o 16.00 ogłoszony zostanie wskaźnik ISM (dawniej NAPM). Prognoza mówi o 51 pkt, a więc nastrojach wśród menedżerów nieco lepszych niż neutralne. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że ostatnie sesje w USA wskazują, że nawet dobre dane mogą nie znaleźć przełożenia na znaczący wzrost indeksów. Dlatego też można oczekiwać reakcji jedynie w przypadku bardzo słabych danych.

Niestety sytuacja u nas jest obecnie uzależniona nie tylko od wydarzeń za granicą, ale także od wielu czynników krajowych. Przede wszystkim w tej chwili istotny jest zaostrzający się konflikt pomiędzy rządzącymi a RPP. Brak jest obecnie perspektyw na jego rozwiązanie. W tej chwili również złe informacje napływają z dużych spółek - chodzi o dużą stratę TP i potencjalną, dużą stratę BIG-BG. Są to powody, dla których dzisiejsza sesja na GPW powinna rozpocząć się od spadków cen. Sytuacja może poprawić się jedynie wraz ze znaczącą poprawą sytuacji na giełdach światowych. W tej chwili szanse na to są niewielkie.