Trudno jednoznacznie interpretować dane o wzroście zapasów. To raczej pozytywna wiadomość, bo oznacza, ze firmy lepiej postrzegają przyszłość i zwiększają zapasy. Czy dzieje się to, w czym ostatnio Greenspan upatrywać ważnego czynnika odrodzenia gospodarki. Z drugiej jednak strony może to oznaczać, iż popyt na produkty tych samych przedsiębiorstw jest słaby, a to bardzo będzie niepokoić. Z uwagi na strukturę popytu w amerykańskiej gospodarce inwestorzy mogą właśnie w ten drugi sposób te dane zrozumieć i skojarzyć je ze słabym tempem wzrostu sprzedaży detalicznej, o której informacje zostały podane wczoraj. Przecież wydatki konsumenckie odpowiadają za dwie trzecie kreowanego popytu wewnętrznego.

Kontrakty na Nasdaq zareagowały spokojnie, bardziej nerwowo te dane przyjęto w Europie. Widać więc, że inwestorzy także mają wątpliwości, jak je rozumieć. Zapewne dopiero początek sesji w USA pokaże, jak inwestorzy je zrozumieli. Ponownie mamy do czynienia nie z tym, jakie rzeczywiste przesłanie niosą ze sobą dane makro, a z tym, jak odbiorą je inwestorzy.

U nas na rynku nic się nie zmieniło. WIG20 porusza się głównie w rytm zmieniającej się ceny Pekao. Indeks ma teraz 1366 pkt., czyli nadal luka bessy z ostatniego wtorku nie jest domknięta.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu