Pokłady optymizmu po sesji piątkowej wydawały się znaczne. Fakt, że w ostatnim tygodniu nie został potwierdzony ukształtowany wcześniej wisielec (na wykresie tygodniowym WIG20), przemawiał za dobrym otwarciem w poniedziałek. Niestety, optymizmu starczyło zaledwie na pierwsze kilkanaście minut notowań. Nie ważne jak się zaczyna - ważne jak się kończy - to powiedzenie było wyjątkowo aktualne w odniesieniu do poniedziałkowych notowań. Sesja pozostawiła po sobie fatalne wrażenie, a skutki jej pozostaną nie tylko w psychice inwestorów, ale również w technicznym wizerunku rynku. Zauważmy bowiem, ż popyt nie zdołał nawet wyciągnąć cen w okolice górnego ograniczenia formacji opadającego kanału (1378 pkt.) i linii 5-miesięcznego trendu wzrostowego. To źle rokuje na przyszłość i obnaża słabość strony grającej na zwyżkę. Od dolnego ograniczenia formacji kanału leżącego na 1260 pkt. dzieli jeszcze indeks minimum z 19 marca na 1310 pkt. oraz kluczowa luka hossy na 1285 pkt. Poniedziałkowa czarna świeca zniweczyła wysiłek byków z kilku ostatnich sesji i nie będzie chyba nadużyciem zakwalifikowanie jej wraz z poprzedzającym ją korpusem do "objęcia bessy", to zaś stawia pod znakiem zapytania pojawienie się na sesji wtorkowej jakiejkolwiek próby odreagowania.

Oscylatory potwierdzają negatywną wymowę poniedziałkowej sesji. MACD odbił się w dół od linii sygnalnej, podobnie zachował się RSI w odniesieniu do poziomu równowagi. Poniżej 0 powrócił ROC(21). Nie dają złudzeń najbardziej ruchliwe oscylatory, które tak samo szybko jak wygenerowały sygnały kupna, teraz zanegowały je.

Benedykt Niemiec

DM Elimar