Tą odporność, nie tylko zresztą naszego rynku akcji, można tłumaczyć mobilizującym wpływem końca kwartału. Jeśli ta hipoteza jest słuszna, to pierwsze sesje kwietnia powinny przynieść wyraźne cofnięcie się popytu na akcje i kolejną próbę - tym razem zapewne skuteczną - przełamania wparcia (konsekwencją byłby spadek rynku do poziomu konsolidacji z drugiej połowy grudnia, czyli do okolic 1200 pkt.). Jeśli jednak początek drugiego kwartału nie przyniesie, ani u nas, ani na giełdach zagranicznych, bardziej znaczących spadków, to trzeba będzie dopuścić możliwość wzrostu cen, analogicznego do tego z okresu 22 luty - 4 marzec. Można zakładać, że przełamana ponad 2 tygodnie temu półroczna linia trendu wzrostowego wyznacza górne ograniczenie ewentualnej zwyżki. Obecnie linia ta znajduje się w okolicach 1430 pkt., tak więc ewentualne ożywienie mogłoby doprowadzić rynek nieco powyżej szczytu z początku marca. W spekulacyjnym horyzoncie zatem zarówno potencjalna nagroda jak i ryzyko wynoszą po 10 proc., co niespecjalnie zachęca do zajmowania agresywnych pozycji w którąkolwiek stronę.
W ostatnim, przeprowadzanym na zlecenie Merrill Lynch, sondażu tylko 1 proc. ankietowanych zarządzających funduszami spodziewało się, że za rok gospodarka światowa będzie słabsza niż obecnie. Równocześnie jedynie 8 proc. pytanych uważało, że za 12 miesięcy rynki akcji będą niżej niż obecnie. Jakkolwiek ten optymistyczny konsensus niewiele mówi na temat przebiegu koniunktury w ciągu najbliższych tygodni, to jednak tak skrajna jednorodność poglądów zarządzających nakazuje moim zdaniem, daleko posuniętą ostrożność w ocenie możliwości powtórzenia się w tym roku optymistycznego scenariusza z 1999 roku.
Wojciech Białek
SEB TFI SA