Oznacza też zejście do poziomu dziennych minimów odnotowanych przez indeks w marcu, których przełamanie otworzy drogę do testu luki hossy z początku roku. O jej znaczeniu dla inwestorów nie ma co przekonywać, bo znaczna część obserwatorów rynku właśnie w zakryciu tej luki upatruje najważniejszego potwierdzenia dominacji niedźwiedzi na parkiecie.

Najbardziej spektakularny jest kolejny spadek Elektrimu. Kosztuje on dziś 4,40 zł, czyli ponad 10% mniej, niż na wtorkowym zamknięciu. Zatem kurs szybko zbliżył się do poziomu, odzwierciedlającego utratę także aktywów energetycznych. Czy jednak tylko na tej podstawie i w związku z dużą przeceną warto się tą spółką zainteresować. O łapaniu spadającej brzytwy wiele razy można w takich sytuacjach przeczytać. To obrazowe przedstawienie sytuacji chyba najlepiej oddaje szanse na szybki zysk. Warto w takich sytuacjach przypomnieć sobie, ile razy udało się nam osobiście złapać dołek i ile zysku to przyniosło. Jeśli niewiele to chyba trzeba dać sobie spokój z Elkiem. Na zmianę trendu na wzrostowy tu się nie zanosi, a pewne jest jedno - na odbiciu zarobią głównie ci, którzy są lepiej poinformowani, niż pozostali uczestnicy rynku. To pokazuje, że taka gra odbywa się znaczonymi kartami.