Bez względu na to, jak interpretujemy wykres indeksu, dopiero poniżej tej wartości będzie sygnałem przejęcie kontroli nad rynkiem przez niedźwiedzie. Ostatni sygnał sprzedaży, w postaci spadku poniżej poprzedniego dołka, który miał miejsce na początku miesiąca, okazał się zwodniczą wskazówką. W kilka dni po jego wystąpieniu wartość indeksu była ponad 3 proc. wyższa. Żeby ubezpieczyć się przed ponownym tego rodzaju błędem, dobrze jest zastosować filtr cenowy, który w tym wypadku może wynosić 1%.
Ostatnie zniżki indeksu sprawiły, że prospadkowo zaczynają wyglądać wskaźniki techniczne. Wprawdzie w trendzie bocznym część z nich marnie się sprawdza (na przykład średnie), ale konsolidacja nie jest jeszcze na tyle długa, żeby zupełnie odebrać im znaczenie. Dlatego warto spojrzeć na dzienny MACD, który odbił się od poziomu równowagi. Takie zachowanie wskaźnika często poprzedza wystąpienia fali spadków.
W tym wypadku fala spadkowa mogłaby mieć opłakane skutki dla posiadaczy akcji. Przełamanie wsparcia w pobliżu 1300 pkt., w połączeniu przebiciem październikowego dołka na wykresie cenowym, byłoby bardzo negatywnym sygnałem. Wartość WIG20 spadać powinna przynajmniej do dołka na 990 pkt. Po drodze do tego poziomu jest jeszcze wsparcie w strefie 1170 -1220 pkt., związane z konsolidacją z połowy grudnia zeszłego roku.
Ale nie odbierajmy przedwcześnie bykom szansy, że to one wyjadą z konsolidacji zwycięsko. Stanie się tak, jeśli najpierw uda im się obronić opisywane wsparcie, z później doprowadzić do wybicia ponad spadkową linię trendu, znajdującą się na wysokości 1355 pkt.
Tomasz Jóźwik