I odbicie było, ale tylko w pierwszej godzinie, a potem im dłużej trwały notowania, tym było gorzej. Po początkowej konsolidacji indeks zaczął się coraz wyraźniej osuwać w dół, by prawie w całości oddać dzisiejsze zyski. Oczywiście tragedii nie było, bo być jej nie mogło przy tak niskich obrotach (około 105 mln zł). W sumie jednak sesja nie zrobiła dobrego wrażenia i nie oddaliła indeksu od wsparcia. O konieczności wystąpienia tych elementów w przypadku gdyby miało dojść do ruchu w kierunku górnego ograniczenia horyzontu pisałem w pierwszym komentarzu. Te elementy się nie pojawiły, od wsparcia dzieli nas około 1%, od domknięcia luki z początku roku około 2%. Widać, że podaż dzieli tylko krok od tych zdobyczy tylko, czy na ten krok się zdecydują. Nie ma wątpliwości, że to podaż rozdaje obecnie karty i od jej aktywności zależą losy wsparcia. Jeśli będzie ona taka, jak dotychczas, czyli wybiórcza i niezdecydowana, to trend boczny może zostać przedłużony, zaś jeśli tylko trochę przyciśnie to przy aktualnej skłonności do kupowania akcji nie ma co myśleć o utrzymaniu luki w strefie 1285-99 pkt.

W związku z powrotem amerykańskich indeksów do istotnych wsparć warto będzie dziś przyglądać się temu, jak zakończą się notowania w USA. Wracając do przedstawianej przeze mnie jakiś czas temu koncepcji, że korelacja między naszym rynkiem a zagranicą wróci, gdy Nasdaq spadnie poniżej lutowego dołka albo indeksy w Europie wybiją się z kilkumiesięcznych konsolidacji, pojawia się znów szansa na zaistnienie pierwszego z tych warunków.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu