W ostatnich tygodniach naszej giełdzie wyraźnie brakuje impulsów, które spowodowałyby zakończenie utrzymującego się od kilku tygodni trendu bocznego. W obliczu przyspieszenia spadków na świecie, odporność naszego rynku może nieco dziwić. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że tegoroczne spadki na warszawskiej giełdzie znacznie wyprzedziły w czasie wyprzedaż na rynkach zagranicznych. Na wykresie indeksu WIG20 przebicie linii trendu wzrostowego trwającego od października ub.r. nastąpiło już na początku marca br., podczas gdy w przypadku indeksów S&P 500 i DAX analogiczne zdarzenia miały miejsce dopiero w ostatnim czasie.

Trend boczny na naszym rynku był zatem uzasadniony oczekiwaniem na rozwój wypadków na giełdach zagranicznych. Ze Stanów Zjednoczonych docierało do niedawna niewiele wiadomości, które mogłyby osłabić wiarę inwestorów w dynamiczne ożywienie tamtejszej gospodarki. Obecnie jednak liczba negatywnych sygnałów wyraźnie wzrosła. Przede wszystkim inwestorzy tracą nadzieję na szybką poprawę zysków wielu spółek, zwłaszcza z sektora dóbr inwestycyjnych, czemu sprzyjają ostrożne prognozy formułowane przez ich menedżerów. Gdy dodać do tego obniżającą się dynamikę wydatków konsumpcyjnych, słabnącego dolara i utrzymujące się na wysokim poziomie ceny ropy, trudno pozostać optymistą. O rosnącym niepokoju inwestorów świadczy też systematycznie rosnąca cena złota.

Do pesymistycznych wniosków skłania również obraz techniczny głównych indeksów. Szczególnie warto przyjrzeć się wykresowi S&P 500, który przełamał kluczowe wsparcie na poziomie 1080 pkt. Pogłębienie dołka z 21 lutego br. oznacza zmianę średnioterminowej tendencji na spadkową i pozwala zakwalifikować wzrosty trwające od końca września ub.r. do połowy marca br. jako trójfalową korektę spadków, rozpoczętych w marcu 2000 r. Nasilenie tendencji spadkowych na świecie może już wkrótce okazać się decydującym impulsem dla naszego rynku.

Grzegorz Łętocha

TFI PZU