Po takiej sesji, jak dzisiejsza, trudno określić, czy jest to wstęp do ponownego ataku na tą barierę popytową. Całodniowa stabilizacja nie pozwala na odważniejszą prognozę. Nie ma wątpliwości, że trendem dominującym jest trend boczny, a brak jest sygnałów jego zakończenia. Dopóki nie nastąpi spadek przy większych obrotach i dużej szerokości rynku będziemy pozostawać w wąskim zakresie wahań cen.

Przełamanie ważnych wsparć na Nasdaq i S&P500 nie wprowadziło większej nerwowości w poczynania podaży i widać, iż w przypadku sporej grupy spółek pozostaje ona dość ograniczona. Z drugiej strony popyt jest bardzo słaby, więc chcący agresywniej skracać pozycje musieliby zaakceptować znacznie niższe poziomy cenowe. Pozostaje czekać na odważniejszy krok którejś ze stron rynku. Wobec braku pozytywnych informacji z naszej gospodarki największą uwagę należy zwracać na zachowanie rynków amerykańskich, którym nadal grozi powiększenie spadków. To w którymś momencie mogłoby być impulsem do zmiany trendu na naszym parkiecie. Gdyby jednak w USA doszło do dalszego odbicia cen w górę, to raczej trudno liczyć na to, że wiele moglibyśmy na tym skorzystać, skoro nie spadaliśmy razem z giełdami w USA.

Sesje w Ameryce rozpoczęły się od niewielkich wzrostów pomimo kiepskich informacji z rynku pracy, gdzie liczba nowych podań o zasiłek była większa od oczekiwań, a dodatkowo zweryfikowano w górę dane za poprzedni okres. Zwyżka nieco się powiększyła po publikacji zamówień fabrycznych za marzec, które wzrosły o 0,4%, a prognozowano, że się nie zmienią. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, ze już mamy maj, to inwestorzy w USA nie powinni popaść w zbytni optymizm z tego powodu.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu