Zatem wsparcie znów jest w zasięgu podaży, ale musi ona wykazać przynajmniej symboliczną chęć jego przełamania. Na razie tego nie widać, a w związku z dalszym pogorszeniem nastrojów na światowych rynkach akcji trudno spodziewać się, by kupujący przejęli inicjatywę. Nasi inwestorzy wyraźnie przyzwyczaili się do marazmu i żadna ze stron nie decyduje się na zrobienie tego pierwszego kroku.

Oprócz piątkowej sesji na zagranicznych parkietach, która w przypadku Nasdaqa doprowadziła do przełamania bardzo ważnego wsparcia na drodze ku wrześniowemu minimum, nie wydarzyło się nic, co mogłoby nadać naszej giełdzie mocniejszy impuls. Żartobliwie można wspomnieć o pojawieniu się w Dolinie Strążyskiej agresywnej grupy niedźwiedzi, co może być równie istotnym czynnikiem, jak dalsze zniżki na świecie. Ta pewna bezradność w diagnozowaniu obecnej sytuacji na naszym rynku wynika z tego, że postanowił on najwyraźniej przeczekać najgorsze chwile na głównych giełdach, ale te chwile coraz bardziej się wydłużają. I w związku z tym rodzi się pytanie, czy wreszcie ktoś nie wytrzyma i zacznie sprzedawać, czy też uda się utrzymać rynek powyżej 1300 pkt. do chwili większego odbicia na świecie i dopiero wtedy dowiedzielibyśmy się coś więcej na temat przyszłej koniunktury u nas. Jeśli odbilibyśmy wraz z zagranicą to byłby to dobry sygnał, jeśli wtedy zaczęlibyśmy spadać perspektywy wzrostów odsunęłyby się na długie tygodnie.

Można jeszcze raz powtórzyć, iż bariera 1285-99 pkt. jest barierą techniczną, ale też coraz bardziej psychologiczną. Ponowne wejście w ten obszar może spowodować nerwowość posiadaczy akcji. Jednak jeśli na rynku nie pojawią się większe obroty, a zniżki nie będą szerokie, to bykom będzie łatwo tego wsparcia bronić.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu