Czy wyraźne pogorszenie koniunktury na amerykańskich rynkach zachęci część inwestorów do mocniejszej realizacji zysków po ubiegłotygodniowym rajdzie, czy może wręcz ruch wzrostowy będzie kontynuowany i w takiej sytuacji nie warto pozbywać się papierów. . Na tak postawione pytania trudno jest teraz odpowiedzieć, ale sesje z tego tygodnia raczej rozwiewają mit, że zaatakował nas kapitał spekulacyjny. Obawiam się, ze przy takiej koniunkturze na świecie i możliwości jej dalszego pogarszania 1408 pkt. na indeksie WIG20 to było wszystko na co mogły sobie pozwolić byki. Teraz w najlepszym wypadku czeka nas trend boczny tylko w szerszym paśmie, lub w przypadku wybicia indeksów Eurolandu z wielomiesięcznych trendów horyzontalnych, również i my zaczniemy zniżkować.
Na rynki amerykańskie warto spojrzeć nie tylko z perspektywy analizy technicznej, choć i ta nie daje powodów do optymizmu, ale też uwzględniając mniej wymierne czynniki. Reakcja na zagrożenie nowymi atakami terrorystycznymi jest typowa dla trendów malejących. A interpretacja wyników Home Depot była istnym majstersztykiem. Do otwarcia rynków kasowych wyniki tej spółki miały dać zwyżki, bo były lepsze od oczekiwań. Po sesji spadki tłumaczono obawami o to, że w kolejnych kwartałach wyniki nie będą już tak dobre. Z tego płynie wniosek, że Amerykanie patrzą głównie w niepewną przyszłość, a do tego raczej dyskontują złe informacje, niż przykładają wagę do dobrych. To nie daje powodów do optymizmu na przyszłość.