Na kilku dużych spółkach obroty są bardzo małe, a do tego, by uchronić indeks przed większym spadkiem wystarczy podciągnięcie ceny jednego, dwóch walorów. Liczyłem na to, że rynek pokaże dziś prawdziwe oblicze i chyba tym obliczem jest brak kapitału chętnego pociągnąć go w górę, ale jednocześnie podaż jest zdyscyplinowana i nie wydaje się zadowolona takim status quo.

Na końcowe dwie godziny trudno cokolwiek przewidywać. Zmiany cen nawet pojedynczych spółek rozstrzygają o poziomie zamknięcia indeksu. Nie widać jednoznacznej oceny sytuacji przez inwestorów, co ułatwia utrzymanie trendu bocznego. Trzeba przyznać, że im dłużej on trwa, tym szanse na ruch w górę są większe. Ale wobec wąskiego zakresu konsolidacji można darować sobie próby przewidywań, w którą stronę nastąpi wybicie. Pozostaje jedynie na to wybicie czekać.

Na rynkach Eurolandu nastroje nieco się pogorszyły. Indeksy w Paryżu i Frankfurcie oddały trochę z wcześniejszych wzrostów i są teraz 0,55% na plusie. Po dwudniowej przerwie wznowiono notowania w Londynie. W odpowiedzi na ostatnie zniżki na innych rynkach tamtejszy FTSE100 spada o 1,7%, co oznacza zejście do najniższego poziomu od blisko ośmiu miesięcy.