Nie znajduje odzwierciedlenia w cenach naszych akcji ostatnie pogorszenie koniunktury na zagranicznych giełdach. Bez wątpienia każdy kolejny dzień konsolidacji zwiększa szanse na jej opuszczenie górą. Raczej nie będzie to zaczątek trwalszego impulsu wzrostowego, ale z czymś na kształt wybicia z 16 maja może nastąpić. I z tym się trzeba liczyć.
Nie zmienia to mojej oceny, że przy takich nastrojach na zagranicznych giełdach i braku perspektyw szybkiej jej poprawy, zdrowsze i bardziej naturalne dla rynku byłyby spadki. Obniżenie cen niektórych spółek mogłoby zachęcić nowy kapitał do zaangażowania się w nie, a tak pozostaje liczyć na oderwanie naszego parkietu od rzeczywistości i na mniej lub bardziej przypadkowe zmiany kursów, dodatkowo podciąganych na koniec dnia. Taka sytuacja robi się coraz bardzie żenująca zwłaszcza, jeśli spojrzeć na obroty na niektórych spółkach z WIG20.
Po dzisiejszej sesji bez odpowiedzi pozostaje pytanie o to, czy ewentualna kontynuacja spadków na światowych giełdach, co sugeruje analiza techniczna, cokolwiek zmieni w obrazie naszego rynku. Giełdy w USA zaczęły dość niemrawo. Indeksy zbliżyły się jedynie do poziomu wtorkowych maksimów, co po tak znaczących zniżkach nie jest dobrym znakiem. O 16.00 zostanie opublikowany indeks ISM sektora usług. Szacunki mówią o wzroście w maju do 56-57 pkt. z kwietniowych 55,30 pkt. Przy obecnym nastawieniu inwestorów wynik bliski lub gorszy od oczekiwań może zaowocować kolejną sesją spadków. Lepszy przy sporym wyprzedaniu dałby impuls do dalszego odreagowania.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu