Jej poziomy każdy inwestor, przebudzony nawet z głębokiego snu, wskazałby bez problemu, bo i kształt wykresu nie pozwala na dowolność interpretacyjną. Od dołu mamy strefę 1362-1368 pkt., od góry zaś 1386-1392 pkt. Pierwsza jest wyznaczona przez podstawy świec z 21 maja i 3 czerwca, druga przez niewielki czarny korpus z 17 maja. W oparciu o przekroczenie któregoś z tych poziomów należy opracować strategię podejmowania decyzji. A te zależą od prognozowanych konsekwencji wybicia w którąś ze stron.
I tu można się spierać, jaka będzie przyszłość. Jest prawdopodobne, iż wybicie ponad 1392 pkt. i potem przełamanie marcowego maksimum (1408-1417 pkt.) doprowadzi indeks w okolice 1500 pkt. Jeśli tak właśnie miałoby się stać, to włączenie się do gry ma jak najbardziej sens. Z drugiej strony, opuszczenie konsolidacji dołem powinno dać w rezultacie skuteczny atak na lukę hossy z początku roku z dolną granicą przy 1285 pkt. W takim przypadku rozważenie decyzji sprzedaży nie powinno zająć dużo czasu. Te dwa warianty są najbardziej skrajne i oznaczają wyrwanie rynku z trwającego od wielu tygodni marazmu, przerwanego sesjami z 16 i 17 maja. Nie można jednak wykluczyć, że nasz parkiet będzie nadal pozostawał w szerszym trendzie horyzontalnym, oznaczonym z grubsza poziomami 1300-1400 pkt. Dla aktywnych graczy byłoby to najgorsze rozwiązanie, gdyż trudno wtedy liczyć na trwałość poszczególnych ruchów w górę i w dół. W dodatku odbywałyby się one tak, jak do tej pory, czyli przy ograniczonych obrotach i niewielkiej szerokości rynku. A to znacznie utrudnia podejmowanie decyzji i zniechęca do angażowania własnego kapitału. Określić, który z tych wariantów będzie realizowany, będzie można dopiero, gdy zobaczymy sposób wybicia z obecnej stabilizacji.
Krzyszytof Stępień
PARKIET