Relatywnie dobrze prezentuje się indeks Nasdaq Composite. Jest na prostej drodze, ku minimom ustanowionym po 11 września ub.r. (okolice 1400 pkt.). Dopiero tam można oczekiwać większej aktywności byków. Ewentualna, długoterminowa formacja podwójnego dna będzie z pewnością dostateczną zachętą do kupna akcji. Tym bardziej, że dywergencje na oscylatorach (m.in. RSI i Stochastic Oscillator), w połączeniu z dużym wyprzedaniem rynku, sugerują wyczerpywanie się potencjału spadkowego. A to już każe przychylnym okiem spojrzeć na spółki technologiczne.
Podobnie jak Nasdaq, również indeks szerokiego rynku S&P500 zmierza ku wrześniowemu dołkowi (966 pkt.). Na chwilę obecną nic nie wskazuje, żeby do takiego testu mogłoby nie dojść. Wątpliwe jest wyhamowanie spadków (mimo dużego wyprzedania rynku) przez, bardziej psychologiczną niż techniczną barierę 1000 pkt. Dlatego też w najbliższych tygodniach należy liczyć się z kontynuacją spadków.
Z punktu widzenia średnioterminowego inwestora, najgorzej wygląda Dow Jones. Rysuje on średnioterminową formację głowy z ramionami (lewe ramię - styczeń br., głowa - marzec br., prawe ramię - maj br.). Pełna realizacja tej formacji powinna znieść indeks do minimum 9000 pkt. Zanim to jednak nastąpi, strona popytowa, bazując na środowej formacji przenikania, spróbuje doprowadzić do ruchu powrotnego do linii szyi (aktualnie 9900 pkt.). Dlatego też, w perspektywie najbliższych dni można oczekiwać ocieplenia nastrojów.
Jak złe nastroje panują na Wall Street, dobrze pokazują również notowania dolara. Amerykańska waluta spadła w środę do najniższego poziomu (w relacji do euro) od stycznia 2001. Na tym jednak rynku, coraz więcej sygnałów sugeruje zmianę trendu. Czyżby więc to była pierwsza jaskółka, zapowiadająca zmianę trendu również na Wall Street?
Marcin R. Kiepas