DAX i CAC-40 silnie zniżkowały w godzinach porannych, a oliwy do ognia dolały dodatkowo spadki za oceanem. W pewnym momencie DAX tracił przeszło 4%, co nie zdarzyło się na niemieckim rynku akcji od 10 miesięcy.

Prawdopodobnie jesteśmy świadkami próby zastraszenia byków przed atakiem na wrześniowe minimum. Dołek ten jest najpoważniejszym wsparciem w perspektywie długoterminowej, zatem logicznie zakładać można, że strona popytowa nie przepuści okazji, by przeciwstawić się dominującej od wielu tygodni na Nasdaq podaży. Podaż ma z pewnością tego świadomość i sądzę, że piątkowe dynamiczne uderzenie miało na celu zniechęcenie byków do obrony poziomu 1420 pkt. Wojna psychologiczna w piątek najwyraźniej nie udała się, gdyż do godziny 19.00 byki niemal w całości odzyskały utracony teren (Nasdaq Composite tracił wówczas 0,4%). Dywergencje, które na takich indykatorach jak oscylator stochastyczny, RSI i MACD widać od maja tego roku, skłaniają do przyjęcia założenia, że jednak będziemy mieć do czynienia z próbą obrony newralgicznego wsparcia.

Znacznie oklapł entuzjazm inwestorów w Japonii. Tamtejszy Nikkei 225 wykazuje dawno nie obserwowane objawy słabości. Co gorsza, dla posiadaczy akcji indeks na ostatnich sesjach przebił się przez istotne wsparcie (dwie średnie kroczące wzmocnione luką bessy) w okolicach 11 440-11 500 pkt. Spadki w Ameryce zwiększyły aktywność niedźwiedzi, które wydawały się gatunkiem na wymarciu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Dość powiedzieć, że spośród ostatnich 9 świec 8 było czarnych. Ostatnio doszło do tego na przełomie sierpnia i września 2000 roku. Indeks zakończył piątkową sesją na wysokości 10 920 pkt., unieważniając tym samym wielomiesięczną formację podwójnego dna.

Marcin T. Kuchciak

PARKIET