W związku z tym można uznać, iż otworzyła się droga do grudniowego dołka na poziomie 1173 pkt. i wygląda na to, że dopiero stamtąd dojdzie do silniejszego odbicia. WIG20 zaczął sesję z poziomu ok. 1205 pkt., by obecnie zbliżyć się do piątkowego zamknięcia.

W dalszym ciągu rynek będzie pozostawał pod wpływem sytuacji na światowych giełdach. Piątkowe sesje w USA nie dały powodów do tego, by uznać ocieplenie koniunktury z końca ubiegłego tygodnia uznać za coś więcej, niż tylko odreagowanie po wcześniejszych zniżkach. Szczególnie niepokojące jest odbicie się Nasdaqa od 1480 pkt., gdzie znajduje się najszybsza z linii trendu, a także dolne ramię kanału spadkowego, w którym indeks poruszał się od początku roku do połowy czerwca. To wskazywałoby na rychłą próbę ponownego ataku na wrześniowy dołek, co nie pozostałoby bez wpływu na kondycje naszego parkietu.

Interesujące jest też to, jak bardzo podobnie wyglądają wykresy różnych rynków zaliczanych do grona emerging markets. Bez względu na to, jak mocna była fala wzrostowa, zapoczątkowana na jesieni ub.r., znaczna część indeksów zredukowała te zwyżki o połowę. To potwierdzałoby tezę, że rynki tych krajów są postrzegane bardzo jednorodnie przez inwestorów.

W czasie sesji nie mamy dziś ważniejszych danych. Opublikowany indeks koniunktury w przemyśle strefy euro (PMI) nieznacznie wzrósł w czerwcu i był zgodny z oczekiwaniami. Dużo ważniejsza będzie publikacja podobnego indeksu w USA, co stanie się dziś o 16.00.