Do tego bardzo niebezpiecznie zacznie wyglądać trójfalowa struktura wzrostów z okresu październik ub.r. - styczeń b.r., zachęcająca do potraktowania jej jako korekty w bessie, rozpoczętej w marcu 2000 r. Mają zatem byki o co walczyć i należy spodziewać się mocnego starcia na tej wysokości.

Równocześnie trzeba przyznać, że popyt nie dysponuje zbyt mocnymi argumentami. Po pierwsze sytuacja na światowych giełdach pozostaje fatalna i to ona chyba w największym stopniu oddziałuje na rynek. Jest prawdopodobne, iż przebicie się indeksów Eurolandu poniżej ubiegłorocznych minimów będzie tożsame z przełamaniem wsparcia u nas. Do tego dochodzą obawy związane z sytuacją wewnętrzną i coraz bardziej mitycznym milczeniem nowego ministra finansów. Nie od dziś wiadomo, że tym, czego rynku najbardziej nie lubią jest niepewność i ona sprzyja podejmowaniu emocjonalnych i nerwowych decyzji. Ostatnie odbicie też nie zrobiło dobrego wrażenia. W porównaniu z czerwcowym spadkiem indeks zyskał wręcz symbolicznie, co można odczytywać jako słabość kupujących.

W związku z tym szanse na obronę 1173 pkt. przez WIG20 należy uznać za mocno ograniczone, ale przesądzanie czegoś już po niecałej godzinie notowań byłoby na pewno przedwczesne. Jedno można spokojnie przyjąć. Ponowna obrona 1173 pkt. będzie musiała dać w rezultacie mocne odbicie, przebicie tego wsparcia stanie się sygnałem do kontynuacji przeceny i powinna zachęcić do dalszego skracania pozycji. Z uwagi na panujący od pół roku trend spadkowy większe szanse na realizację ma ten drugi scenariusz.