Zresztą i te bezpieczne były ostatnio zagrożone przez milczenie nowego ministra finansów. Ma on przemówić w przyszłym tygodniu we wtorek, ale to nie odmieni nastrojów na rynku. Są one w głównym stopniu zdominowane przez obawy o dalsze zniżki na światowych giełdach oraz o wyniki finansowe naszych firm za II kwartał.
Bilans mijającego tygodnia na zagranicznych parkietach to przełamanie przez CAC i FTSE100 wrześniowych dołków, licząc po cenach zamknięcia i utworzenie, działającej na wyobraźnię, wieloletniej formacji głowy z ramionami na wykresie S&P500. Zresztą podobna figura widnieje na rysunku CAC. Do tego DJIA raźnym krokiem zmierza do ubiegłorocznego minimum, a Nasdaq realizuje zasięg spadków wynikający z wybicia z pięciomiesięcznego kanału spadkowego, co powinno go sprowadzić poniżej 1300 pkt.
U nas ostatnie zwyżki WIG20 idealnie pasują do koncepcji ruchu powrotnego do przełamanego wsparcia w postaci szczytu z połowy grudnia ub.r. Po odbiciu od niego znaleźliśmy się ponownie na poziomie długoterminowego wsparcia, wyznaczanego przez grudniowy dołek. Słabość odbicia sugeruje, że jest to tylko kwestią czasu, kiedy zostanie on przełamany. Zresztą przypomnę swoją hipotezę zakładającą, że u nas grudniowy dołek padnie z chwilą przebicia się indeksów Eurolandu poniżej wrześniowych minimów. Takie przypuszczenia opieram na analogii z końca mija, kiedy do europejskie rynki wyłamały się w dół z kilkumiesięcznych konsolidacji, co wkrótce przełożyło się na silną falę spadków w Warszawie. To wskazuje na kontynuację spadków w przyszłym tygodniu. Trzeba się liczyć z tym, że na poziomie 1000 pkt. spotkamy się dużo szybciej, niż się tego jeszcze dziś można spodziewać. Rynek ostatnio zachowuje się słabiej, niż nawet najbardziej ostrożne prognozy.
Indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan wyniósł w lipcu 86,5 pkt. wobec oczekiwań przekraczających 93 pkt. W tym wyniku odbija się, jak w zwierciadle, sytuacja amerykańskich giełd, której nie uwzględnia wskaźnik Conference Board.
Krzysztof Stępień