Z drugiej strony po wczorajszej obronie wsparcia na wysokości 1150 pkt. byki poczuły się mocniejsze, choć nie zapominałbym, że obrona tego wsparcia to raczej zasługa niskiej aktywności podaży, niż wzmożonych zakupów akcji. Świadczą o tym wczorajsze obroty.
Dalszy niepokój budzą notowania w USA, gdzie Nasdaq nieudanie próbował przełamać dwumiesięczną linie trendu spadkowego. To powinno zaowocować dalszymi zniżkami, przynajmniej w ramach tendencji bocznej, trwającej od początku lipca. Trochę nadziei daje obrona przez S&P500 poziomu 900 pkt., ale przy tak mocnych spadkach sama obrona wsparcia nie może stanowić podstawy do optymizmu. Publikowane wczoraj wyniki firm nie zachwyciły, choć też nie odbiegały od przewidywań. Jednak co ważniejsze spółki nie zapowiadają poprawy w kolejnych kwartałach, a nawet decydują się na dalsze redukcje personelu, co wskazywałoby, iż liczą się z pogorszeniem sytuacji. Stoi to trochę w sprzeczności ze słowami Greenspana, które wczoraj wypowiadał. Agencje uznały, że już dawno tak optymistycznie nie wypowiadał się o gospodarce. Pomimo użycia tak ciężkiej broni nie obronił giełd przed dalszymi spadkami, co jest pesymistycznym sygnałem.
Koniunktura na światowych rynkach akcji to nadal najważniejszy czynnik dla naszego rynku. Dlatego nie ma powodów do optymizmu. 1173 pkt. powinny ograniczać ewentualne odbicie, przełamanie 1150 pkt. oznaczać będzie dalszą przecenę.