To złe sygnały na przyszłość, zapowiadające dalsze zniżki. W dalszym ciągu koniunkturę u nas kształtują wydarzenia na największych parkietach, ale po tym, jak w ostatnich dniach zaczynają kolejno pękać pod naporem podaży giełdy emerging markets (strata węgierskiego BUX-a wynosi 5%, rosyjskiego RTS 7%, brazylijska Bovespa przełamała ubiegłoroczne minimum, o 4,5% spadł koreański Kospi) warto zadać pytanie, czy aby te rynki nie będą teraz cierpieć za opieranie się światowej tendencji przez ostatnie tygodnie. Wtedy byłyby one znacznie słabsze od największych giełd i słabiej reagowałyby na ewentualne odbicie. Takie myślenie zasadza się na przekonaniu, że nawet gdyby w USA doszło do większego odbicia, to inwestorzy będą je traktować jako korektę wcześniejszych spadków i nie będą chcieli się mocniej angażować w akcje.

Zapewne wiarygodność takiej koncepcji poznamy dopiero w momencie zrostów na giełdach i obserwacji, jak silnie emerging markets na nie reagują. Nie ma przy tym wątpliwości, że ryzyko jest teraz ogromne dla obydwu stron. Coraz trudniej angażować się zgodnie z trendem, bo emocjonalne odbicie może przynieść duże wzrosty, łapanie dołków od wielu tygodni jest zupełnie nieskuteczne i tylko napędza trend spadkowy.

Jednocześnie im WIG20 będzie bliżej 1000 pkt., tym liczba łapaczy dołków będzie rosła, co przewrotnie może ułatwić przełamanie wsparcia. Początek jutrzejszej sesji będzie zależał przede wszystkim od zamknięcia w Stanach, a później znów będzie bardzo ciekawie. WIG20 następne wsparcie ma przy 1050 pkt.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu