To z jednej strony był wyraz braku wiary w możliwość trwalszych wzrostów na światowych rynkach akcji, a z drugiej pokaz tego, jak duże pokłady podaży są jeszcze na naszym rynku. Straty posiadaczy akcji rosną, a to wyzwala coraz bardziej radykalne decyzje.
Ich efektem był silny spadek w ostatnich dwóch godzinach notowań, który doprowadził do przełamania przez WIG20 ostatniego wsparcia, broniącego przed testem ubiegłorocznego minimum, znajdującego się na wysokości 1050 pkt. Taki przebieg sesji powinien dodatkowo ograniczyć w krótkim terminie wpływ giełd zagranicznych na to, co będzie się u nas działo. Łatwo dojść do przekonania, że skoro nie pomogły nam tak silne wzrosty w USA, to nic już nam nie może pomóc. To zapowiada ciekawy początek sesji w dniu jutrzejszym, ale też przybliża nas do większej korekty. Na razie nie widać, by rynek był w całości przekonany do kontynuacji spadków i to napędza dynamikę spadków. Sesje z bieżącego tygodnia mogły jednak wyleczyć ze skłonności do łapania dołka, bo wszystkie próby zakończyły się boleśnie.
Do tego mamy dwie ważne informacje okołorynkowe. Pierwsza to słabe zachowanie rynków emerging markets, co podtrzymuje zagrożenie, że będą one redukować premie, jakie posiadały one w oczach inwestorów. Druga to zapowiedź tego, co może nas czekać w przyszłości, a mianowicie kolejnych informacji o słabnięciu koniunktury gospodarczej. Na razie o nawrocie recesji mówi się po cichu, ale czerwcowy spadek zamówień na dobra trwałego użytku o 3,8% jest bardzo wymowny. U nas prognozę wzrostu obniżył IBnGR, co potwierdza, że zwątpienie inwestorów w tegoroczne ożywienie gospodarcze nie było bezpodstawne.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu