Wolumen obrotu musi zrobić wrażenie, bo przekracza już 200 tys. akcji. To pokazuje, ze sytuacja jest bardzo poważna, a siła wyprzedaży zrobi zapewne wrażenie nie tylko na innych bankach, ale także na pozostałych dużych spółkach.
Choć piątkowy rajd mógł zrobić wrażenie, bo w 3 godziny WIG20 zyskał ok. 50 pkt., ale nie mógł zmienić obrazu rynku. Pozostaje on w silnym trendzie spadkowym, a ostatnia zwyżka pozwoliła jedynie na dotarcie do połowy czwartkowej czarnej świecy. Zresztą wiara, iż kilka godzin mocnego wzrostu może odwrócić przynajmniej na kilka dni główny trend, jest mocno na wyrost. Takie dynamiczne zrywy są charakterystyczne dla korekt w trendzie spadkowym i pierwsze kwadranse dzisiejszej sesji to potwierdzają. WIG20 ma wsparcie na poziomie 1042 pkt., a potem przy 1023 pkt.
Po tym, co rynek pokazał w początkowej fazie, trudno przypuszczać, by dziś wydarzenia na zagranicznych giełdach miały większe znaczenie. Będziemy zmagać się z własną słabością, ale warto wspomnieć, że ostatnie sesje na głównych światowych rynkach niczego nie zmieniły. DJIA wciąż nie powrócił ponad wrześniowy dołek, co sugeruje, ze jest w fazie ruchu powrotnego do przełamanego wsparcia. Nasdaq zdołał odrobić tylko połowę czwartkowej zniżki, więc również trudno mówić o jakimś przełomie. Do tego aktywność inwestorów podczas piątkowych zwyżek była znacznie niższa, niż dzień wcześniej.