W dodatku nie wiemy jeszcze, jak trwałe okaże się odreagowanie zagranicznych giełd. Pomimo silnego ruchu w górę, ani Nasdaq, ani S&P500 nie przełamały poprzednich lokalnych dołków, więc struktura trendu spadkowego pozostała nienaruszona. Pozytywnie trzeba odebrać powrót DJIA ponad wrześniowy dołek, ale trzeba pamiętać, iż ten indeks z technicznego punktu widzenia daje najsłabsze sygnały.

Co więcej nasz rynek ma własne problemy. BRE ogłosił, że zamierza zwolnić blisko 20% swoich pracowników, co pokazuje skalę stojących przed sektorem bankowym problemów. Poszukując historycznych analogii do sytuacji kiedy banki w tak dużym stopniu napędzały trend spadkowy przychodzi na myśl jedynie końcówka bessy, związanej z kryzysem rosyjskim. Wtedy na tle WIG-u indeks branży bankowej tracił dużo mocniej. Zakończyło się to przełamaniem przez WIG poprzedniego lokalnego dołka, co przekładając na obecną sytuację pozwalałoby spodziewać się zniżki poniżej ubiegłorocznego minimum. Przy tym przekroczenie tego wsparcia nie byłoby duże, a głównym sprawcą tego byłyby banki. Stałoby się to ostatnią odsłoną trwającej od marca 2000 r. bessy i pozwalałoby z większym optymizmem patrzeć w przyszłość. Bez wątpienia 4 lata temu nasz rynek był inny, ale sam mechanizm postrzegania różnych branż przez inwestorów może zadziałać również i teraz.

WIG20 ma opór w okolicach 1080 pkt., wsparcie przy 1056 pkt. Wyjście ponad pierwszą wartość dawałoby szansę na atak na lukę bessy z 22 lipca, spadek poniżej 1056 pkt. zapowiadać będzie test ostatniego minimum.