W krótkim terminie taka dywergencja jest bardzo skuteczna, co oznaczałoby, iż nie ma co liczyć na to, że do końca sesji byki odzyskają inicjatywę. Rynek pozostaje słaby, obawy o przyszłość biorą górę nad krótkookresowymi zrywami światowych indeksów. Inwestorzy zanim wydadzą pieniądze na kupno akcji chcą zobaczyć wyraźniejsze sygnały poprawy koniunktury zarówno gospodarczej, jak i na rynkach akcji.
Symptomatyczne jest zachowanie BZ WBK, który do tej pory najmniej tracił, jeśli chodzi o bankowe walory. Dziś zniżkuje o niecały 1%, wyraźnie odróżniając się od całego rynku. O ile jest to uzasadnione zachowanie, jeśli wziąć pod uwagę, że spółka mało spadła, to można się zastanawiać, czy nie zwiastuje to większej przeceny na kolejnych sesjach. Coraz gorzej ma się KGHM, spadający o blisko 4% poniżej 11,20 zł. Ten poziom, przypomnę, wyznacza kluczowe w tej chwili wsparcie, po którego przełamaniu stworzy się szansa ataku na historyczne minimum w okolicach 10 zł.
Na giełdach Eurolandu trwa wyczekiwanie na to, jak przebiegną sesje w USA. Na razie kontrakty na Nasdaq tracą niewiele, więc i nieznacznie zmieniają się główne indeksy. Najwięcej, bo o ok. 1,5% spada DAX, ale jest to niewiele w porównaniu z wczorajszym rajdem w górę. To jednak nie ma większego znaczenia dla naszego rynku. Patrząc szerzej, można nawet zauważyć, iż na ostatniej fali zwyżek na świecie, najmniej skorzystały emerging markets, co potwierdzałoby, że będziemy świadkami redukowania powstałej w poprzednich miesiącach różnicy z giełdami rozwiniętymi.