Nie ma się czemu dziwić, gdyż dotychczasowe zwyżki na światowych giełdach nie zmieniły ich pesymistycznego obrazu w dłuższym terminie, a w dodatku inwestorzy obawiają się o wyniki naszych spółek za II kwartał. Nie jest łatwo znaleźć w obecnej sytuacji silne argumenty zachęcające do odważniejszego kupna. Atmosfera wokół sektora bankowego nie nastawia dobrze do innych walorów. Było to dobrze widać wczoraj, gdzie przecena na Pekao z każdą godziną coraz mocniej odbijała się na pozostałych spółkach. Akcje są po prostu za drogie i przy słabych warunkach zewnętrznych inwestorzy nie widzą potencjału wzrostowego, który uzasadniałby podjęcie ryzyka.

Od strony technicznej negatywnie trzeba ocenić zamknięcie się WIG20 poniżej połowy białej świecy z 26 lipca. To znacznie zbliżyło rynek do testu ostatniego minimum przy 1042 pkt., które stanowi najistotniejsze w tej chwili wsparcie. Z drugiej strony coraz bardziej naciska linia trendu spadkowego przebiegająca przy 1080 pkt. Zatem obszar, w którym indeks nie generuje żadnego krótkookresowego sygnału coraz bardziej się zawęża. Teraz jesteśmy w jego połowie i na dobrą sprawę rozstrzygnięcie może zapaść w każdej chwili. Ostatnia sesja pomimo tego, że pozostawiła złe wrażenie, nie przybliżyła nas zbyt dużo do wyjaśnienia sytuacji. Korpus środowej białej świecy miał mniej więcej takie same rozmiary, jak czarnej z dnia poprzedniego. Niepokojące były tylko wyraźnie większe obroty.

Na początku notowań uwagę zwraca silny wzrost BRE, będący pokłosiem wczorajszego kupna. Bank zyskał dalsze 4% i kosztuje blisko 80 zł. Reszta dużych spółek prawie nie zmienia swoich cen.