Od dwóch tygodni WIG20 porusza się w obszarze czarnej świecy z 25 lipca. Jego opuszczenie górą dałoby sygnał do większego odbicia, wybicie dołem oznaczać będzie powrót do trendu głównego.

Wciąż najważniejszym czynnikiem rozwoju wypadków jest stan rynków zagranicznych. A tam, pomimo ostatniej serii wzrostów ciężko mówić o zmianach. Ale sytuacja robi się coraz ciekawsza, gdyż indeksy dotarły do poprzednich lokalnych szczytów, które mogą zahamować zwyżki. Niepokoi ich emocjonalny charakter. Nie było większych powodów fundamentalnych do wzrostów (wczorajsze zwyżki można uzasadnić pożyczką MFW dla Brazylii), bo trudno za takowy uznać oczekiwanie na kolejną obniżkę stóp przez FED, która będzie potwierdzać zły stan gospodarki. Informacja o kolejnych brakach w kasie WorldComu, tym razem na sumę ponad 3 mld USD, przypomni inwestorom o kondycji firm i ich perspektywach na przyszłość.

Co w takim otoczeniu może zrobić nasz rynek. Logiczne byłoby wyczekiwanie na kolejne doniesienia ze świata. Pytanie tylko o to, na jakim poziomie. Naśladując rynki zagraniczne powinniśmy wznieść się na WIG20 w okolice 1080-90 pkt., ale najpierw trzeba pokonać połowę czarnej świecy ze środy przy 1062 pkt. Jeśli to się stanie ruch do górnego ograniczenia świecy z 25 lipca będzie możliwy. Wsparcie WIG20 ma przy 1042 pkt. i wyznacza je ostatnie minimum. Nie pozostaje nic innego, jak czekać, co przyniesie dzisiejsza sesja, choć o krótkoterminowe rozstrzygnięcie będzie dziś trudno.