Reszta sesji to walka byków z niedźwiedziami na poziomie przyspieszonej linii trendu wzrostowego. Od wyniku tej walki zależał los koniunktury na najbliższe dni. Ewentualna obrona wsparcia przez popyt sprawiłaby, że rynek mógłby być postrzegany dalej jako wzrostowy. Można by się było wtedy spodziewać ataku na górne ograniczenie kanału wzrostowego, może nawet próby wybicia z niego górą. Porażka byków oznaczałaby poważne, choć jeszcze nie definitywne, zachwianie nastrojów wśród popytowej części rynku. Mogłoby to bowiem oznaczać, że rynek nadal jest w fatalnym stanie i wszelkie nadzieje na większą korektę należałoby odłożyć na później. Nie bez znaczenia jest także fakt, że w okolicy wspomnianej linii trendu biegnie obecnie średnia krocząca, co tylko zwiększa "techniczne" znaczenie tego poziomu.

Właściwie do samego końca sesji nie było wiadomo, jaki będzie rezultat potyczki. Wiele wskazywało na to, że jednak byki się obronią. Ostatecznym ciosem zadanym popytowi okazał się jednak końcowy fixing. Tu już nie było sentymentów. Podaż przycisnęła, mimo dość dobrych danych o dynamice produkcji przemysłowej. Efektem tego jest zamknięcie notowań poniżej linii trendu i średniej kroczącej. Poziom zamknięcia wyznacza również minimum sesji (także dla indeksu), co także każe sądzić, że mamy do czynienia ze zmianą sił na rynku. Teraz droga do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego jest otwarta. Wybicie dołem oznaczałoby pełną kapitulację właścicieli długich pozycji.

Kamil Jaros

PARKIET