Dotyczyły jednak lipca i widać inwestorzy są przekonani, że jest to już w cenach. Bardziej obawiają się o przyszłość, a ta nie rysuje się w różowych barwach. S&P500 jako jedyny jeszcze balansuje na krawędzi linii miesięcznego trendu zwyżkowego, DJIA i Nasdaq już znajdują się poniżej niej. Od dzisiejszej sesji będziemy oczekiwać tego, czy S&P500 również tą prostą przełamie. Jeśli tak się stanie to nasz rynek prędzej, czy później podaży za światem, a czym dłużej będzie się opierał, tym bardziej gwałtowny będzie późniejszy ruch.
Na większości spółek niewiele się działo, a obroty nie przekroczyły 100 mln zł. Końcówka sesji przynosi podciąganie kursów w górę, choć trudno znaleźć dla tego uzasadnienie. Krótkoterminowe zachowania naszego rynku są coraz bardziej żenujące zwłaszcza, jeśli towarzyszą im takie obroty, jak dziś. W dłuższym terminie nie widać możliwości, abyśmy oderwali się od koniunktury na świecie. I dlatego trudno zachęcać teraz do kupowania akcji. Ruchy w górę są bardzo krótkie i trzeba mieć dużo szczęścia, by się na nie załapać. Najlepiej świadczy o tym wtorkowa sesja, gdzie wystarczyła godzina, by wyciągnąć WIG20 o 20 pkt. w górę. Następnego dnia rynek to odchorował.
Zweryfikowany indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan wyniósł 87,6 pkt. wobec spodziewanych 88 pkt. Różnica może niewielka, ale widać, ze prognozy są wciąż bardziej optymistyczne od rzeczywistości. To niedobry znak w dłuższym okresie czasu.
Przyszły tydzień powinien przynieść wyjaśnienie krótkoterminowej sytuacji WIG20. Przełamanie wsparcia w strefie 1087-1105 pkt. to powrót do bessy, wybicie ponad 1160 pkt. (mało prawdopodobne) to kontynuacja odbicia.
Krzysztof Stępień