Chyba najważniejszym powodem pojawienia się sporego optymizmu na rynku jest przebieg ostatniej sesji w USA, która pokazała, iż inwestorzy przestali się bać jutrzejszej rocznicy tragedii z 11 września. Zagrożenie atakiem na Irak i bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami takiej ewentualności także wydaje się być wliczone w ceny. Mniejsze znaczenie ma zwiększenie przez rząd prognozy wzrostu PKB na przyszły rok. To w dużym stopniu ma charakter propagandowy, bo dotychczasowe oznaki ożywienia gospodarczego są bardzo kruche. W dodatku koniunktura gospodarcza u naszego największego partnera handlowego jest coraz gorsza, co nie będzie pomagać w utrwaleniu symptomów odradzania się naszej gospodarki.
Wracając do przebiegu ostatniej sesji w USA to niewątpliwie trochę zaskoczyła. Jednocześnie wydaje się, iż kupowanie akcji w nadziei, że jutro nic się nie wydarzy jest mocno ryzykowne i niedobrze wróży sesjom z drugiej połowy tygodnia. Zresztą od strony technicznej wczorajsze zwyżki w USA nic nie zmieniły i wciąż istnieje poważne zagrożenie, że tamtejsze indeksy powróciły do bessy i w dłuższej perspektywie będą spadać.
Nasz rynek to osobna historia. Jako jeden z pierwszych na świecie dotarł do lipcowego dołka, co z jednej strony jest oznaką jego słabości, z drugiej w krótkim terminie daje pewien bufor, broniący przed dalszymi zniżkami. WIG20 nie powinien przekroczyć 1040 pkt. wcześniej, niż zrobi to DAX. Zasięg odbicia po ubiegłotygodniowych spadkach jest trudniejszy do oszacowania. Bez dalszych zwyżek na świecie poziom 1100 pkt. powinien zatrzymać popyt.