Z taką "bryndzą" przyjdzie nam zmagać się zapewne jeszcze w piątek. Wyniki spółek lub dane makro, napływające z zachodnich parkietów, musiałyby mocno odbiegać od prognoz, by wyrwać nas z konsolidacji. Jedynym pocieszeniem może być stara giełdowa reguła, że im konsolidacja dłuższa, tym ruch po niej następujący jest z reguły bardziej dynamiczny.

Trudno w tej chwili wyznaczyć jeden konkretny punkt oporu czy wsparcia. Można rozpatrywać dwie wersje. Pierwszą jest kanał wzrostowy, wyrysowany na świeczkach z tego tygodnia i wyjście poza jego ramy powinno dać ruch adekwatny do wysokości kanału. Z kolei patrząc na rynek pod kątem konsolidacji, można uznać za poziom wsparcia okolice wtorkowego minimum na 1134 pkt. Oporem byłoby wtedy środowe 1162 pkt., choć tak naprawdę od tego poziomu cały obszar aż do sierpniowego szczytu 1179 pkt. usłany będzie niedźwiedzimi zasiekami.

Z podjęciem decyzji inwestycyjnej najlepiej poczekać na wybicie z konsolidacji, a łamany kołem skłonny byłbym raczej do prognozowania wyjścia dołem. Sporo też zależy od zachowania rynków zachodnich, które zbliżają się do "nieprzekraczalnych" oporów i albo dojdą do nich jednym ruchem, albo wejdą zaraz w korektę, która umożliwiłaby w następnych tygodniach jeszcze jedną, ostatnią falę wzrostową. Ta opcja byłaby korzystniejsza niż szybkie dojście pod opory i jeszcze szybszy powrót do dalszej bessy.

Marek Pryzmont

PARKIET