WIG20 zdołał osiągnąć 1209 pkt., co oznacza wzrost o nieco ponad 1%. Na pewno przyczyną zwyżki jest nie tylko zakończenie negocjacji, ale też spora zwyżka na giełdach Eurolandu w przedpołudniowej części notowań. Niestety, ta zwyżka nie zmienia szczególnie w odniesieniu do CAC i FTSE, negatywnych zapatrywań na przyszłość, wynikających z wybicia dołem z półtoramiesięcznych konsolidacji. Również na amerykańskich rynkach sytuacja zaczyna być coraz mniej optymistyczna, choć o jakiś ostatecznych średnioterminowych rozstrzygnięciach mówić byłoby jeszcze za wcześnie. Jednak brak reakcji na dobre informacje (piątkowy wzrost indeksu nastrojów konsumentów) jest charakterystyczny dla trendów spadkowych i trzeba przyjąć, że w takim znajdują się główne indeksy.

U nas po przełamaniu w ubiegłym tygodniu dwumiesięcznej linii trendu rynek pozostaje słaby. Co prawda przebicie się poniżej listopadowego szczytu raczej wyczerpało póki co podaż, a nie ją wzmogło, ale też byki nie są w stanie przejąć wyraźniejszej kontroli nad rynkiem. No cóż, zbliżający się koniec roku nie sprzyja podejmowaniu bardziej zdecydowanych decyzji. Obecny tydzień jest w zasadzie ostatnim poważnym tygodniem notowań w tym roku. Dlatego też nasz rynek chyba będzie potrzebował bardzo mocnych impulsów, by poddać się znaczniejszej przecenie.

Wiele będzie zależało od zachowania TP.S.A., a także Pekao, które to spółki były w ostatnich dniach dość słabe. TP.S.A. jest sporą zagadką, bo zarówno może odbić w górę po zniżce spowodowanej zamieszaniem przy sprzedaży akcji przez instytucje i banki państwowe. Na Pekao ciąży widmo niezrealizowania tegorocznej prognozy zysku, co jest związane z możliwym niedojściem do skutku sprzedaży Polcardu.