Paryski CAC przeszedł nieznacznie na minus. W Londynie mamy symboliczną zwyżkę. Pytanie, czy gorsza atmosfera w Europie przełoży się na obniżkę cen na warszawskim rynku. Przy obecnych obrotach większy ruch jest mało realny. Mogą trochę ucierpieć Telekomunikacja i Pekao, na których obroty są największe, ale na całym rynku nie powinno dojść do większych zmian. Chyba, że pojawiłaby się jakaś bardzo ważna informacja, na przykład dotycząca Iraku.
To, że dziś nie zapowiada się większy spadek oczywiście nie oznacza, ze obraz rynku poprawił się. W krótkim terminie przeważają sprzedający i mają coraz większe szanse rozstrzygnąć sytuację na swoją korzyść w średnim terminie. Od dolnej granicy luki hossy dzieli nas tylko nieco ponad 10 pkt., więc nie trzeba dużej zmiany, by zrobiło się nerwowo.
Wiemy, jak gwałtownie lubią zmieniać się nastroje we Frankfurcie. Jeśli DAX przejdzie na minus, u nas powinna pojawić się większa podaż. Ale wydaje się, że gdyby obroty miały pozostać tak niskie, jak obecnie, to lepiej dla rynku, by pozostał tu, gdzie jest teraz. Taka aktywność inwestorów powoduje, że końcówka notowań może być dość przypadkowa. Dla pesymistycznego scenariusza najgorszy dziś byłby spadek przy niewielkich obrotach. Często bywało tak, że następnego dnia to kupujący przejmowali inicjatywę. WIG20 cały czas wsparcie ma na wysokości 1177 pkt., oporem jest teraz piątkowa luka bessy przy 1208 pkt.
W poprzednim komentarzu napisałem o Optimusie. Oczywiście ta spółka nie wchodzi już w skład WIG20. Za pomyłkę przepraszam.