Duże znaczenie z psychologicznego punktu widzenia ma też piątkowe zachowanie rynku, które poważnie ostrzegło inwestorów, że nawet dość silny wzrost indeksów może być jedynie chwilowym odbiciem. Ci, co kupowali w czwartek, następnego dnia mieli już straty. To będzie dziś tonować chęć do kupna akcji. Bardzo ważne jest również to, iż w czasie piątkowej sesji do słabych banków dołączyła branża informatyczna. Zatem znacznie poprawiła się szerokość spadkowego rynku.
Piątkowe wybicie S&P500 i DJIA z wielotygodniowych konsolidacji wskazuje, że najbardziej prawdopodobnym wariantem jest dotarcie tych indeksów do ubiegłorocznych minimów. I nie ma za bardzo co wnikać w powody, czy ważniejsze jest zagrożenie wojną z Irakiem, czy kolejne doniesienia z amerykańskiej gospodarki. Te dwa czynniki łączą się ze sobą dając wybuchową dla byków mieszankę. Jak już kiedyś wspominałem to, co na rynkach dzieje się od początku grudnia najbardziej przypomina mi sytuację z wiosny ub.r. Wtedy też po okresie wyczekiwania na ożywienie gospodarcze nastąpiła silna przecena na rynkach akcji. Jest duże prawdopodobieństwo, iż teraz może być podobnie.
Przyjmując, że dopiero w piątek zmienił się na naszym parkiecie trend na zniżkowy trzeba się liczyć, iż jesteśmy na początku trwalszych spadków. Jedna z najważniejszych zasad rynkowych mówi: trend jest twoim przyjacielem. Dopóki nie pojawią się na rynku sygnały odwrócenia trendu nie warto próbować podkupywać dołka. Ostatnie miesiące notowań, podczas których nie zaznaliśmy siły trendu spadkowego, mogły nieco stępić ostrożność przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Teraz powinniśmy sobie przypomnieć, jak dotkliwe straty mogą wynikać z przedwczesnego wchodzenia na rynek.