Chodzi głownie o Nasdaq, który formalnie także zmienił trend - przebicie minimum z końca grudnia utworzyło dwa położone coraz niżej dołki, co wypełnia definicję trendu malejącego. W związku z tym wszystkie popularne indeksy zagraniczne zmieniły trendy, a FTSE100 powrócił nawet do bessy. Teraz nie pozostaje nic innego jak poszukiwać sygnałów odwrócenia niekorzystnej tendencji, ale skoro rozstrzygnięcia nastąpiły kilka dni temu, to raczej sytuacja szybko się nie zmieni. Na rynkach panuje strach przed wojną, która przyczyniłaby się do pogorszenia i tak nienajlepszych perspektyw światowej gospodarki.
Z naszego podwórka dochodzą również nieciekawe sygnały. Kwestia dopłat do rolnictwa i stanowiska rządu w tej sprawie zaognia konflikt w koalicji. Bank Pekao zapowiedział kolejne zwolnienia, więc można z tego wnioskować, iż dobrze tegorocznej koniunktury nie postrzega. Ale nie ma się co nad tym zbytnio rozwodzić, bo i tak najważniejsze będzie to, co stanie się na świecie. A tam najbardziej prawdopodobne jest to, że CAC i DAX w najbliższym czasie przełamią ubiegłoroczne minima, co będzie zapowiedzią dalszego pogorszenia koniunktury gospodarczej w pierwszej połowie roku. Indeksy amerykańskie będą zmierzać do jesiennych dołków, choć tu za wcześnie jest przesądzać, czy zostaną przełamane.
W tej sytuacji najbardziej realnym scenariuszem dla naszego parkietu jest kontynuacja ruchu w kierunku 1040 pkt. Osobiście szanse na pokonanie tej bariery oceniam wysoko. WIG20 zasadnicze wsparcie ma teraz pomiędzy 1094-1104 pkt., gdzie znajduje się luka hossy z połowy października. Oporem jest wczorajsza luka bessy z górną granicą przy 1140 pkt.