Jakby tego nie interpretować od pierwszych założeń na poziomie 1,4 mld zł jest to ponad 40% mniej. Jak karkołomne interpretacje nie pojawiłyby się na rynku, że obniżenie prognozy zdejmuje element niepewności i że wiadomo, iż dużo gorzej nie będzie, to trzeba przyznać, że ta wiadomość z Pekao jest zła dla rynku. Do tego bank zapowiedział, że nie będzie publikować planów na rok bieżący ze względu na zbyt dużą niepewność w gospodarce. To raczej nie jest sygnał, że nasza gospodarka wychodzi na prostą. Zresztą potwierdził to wczoraj minister Hausner, który powiedział, że ożywienie nie ma trwałego charakteru.
Zachowanie rynków amerykańskich pokazało, że sprawa wojny z Irakiem nie jest jedynym zmartwieniem inwestorów. Początkowy emocjonalny optymizm w drugiej połowę dnia został zastąpiony realizmem. Przecież nawet uniknięcie wojny z Irakiem nie poprawi kondycji największych gospodarek. Spowoduje jedynie, ze nie będą one musiały się zmagać z jeszcze jednym negatywnym czynnikiem, jakim są koszty wojny, prawdopodobny wzrost cen ropy naftowej itp. Po środowej sesji w USA można spodziewać się opuszczenia dołem kilkudniowych konsolidacji, co powinno sprowadzić S&P500 i DJIA w pobliże ubiegłorocznych minimów.
Nasz WIG20 wciąż wsparcie ma w luce hossy z 15 października pomiędzy 1094-1104 pkt., oporem jest nadal 1140 pkt., w wcześniej połowa wtorkowej czarnej świecy. Na razie poza sporym wyprzedaniem rynku, o którym pisze się od dłuższego czasu, niewiele wskazuje, by doszło do przełamania 1140 pkt. Raczej obawiałbym się wybicia poniżej 1094 pkt., co sprowadziłoby WIG20 w okolice 1070 pkt. Przypomnę jeszcze raz o przełamaniu 61,8% zniesienia jesiennych wzrostów, co zapowiada, że bez ataku na 1040 pkt. nie obędzie się. Styczniowe spadki i słaba kondycja banków jest argumentem na rzecz przełamania tego ważnego wsparcia.