Co więcej, wydaje się, że nie ma powodów, by traktować poprawę koniunktury jako zwykłe odreagowanie po ubiegłotygodniowych zniżkach. Argumentów za taką interpretacją jest kilka. Po pierwsze, nadal nie jest wypełniony minimalny zasięg spadków, wynikający z wysokości formacji głowy z ramionami na WIG20. Po drugie, sytuacja na amerykańskich giełdach jest wciąż trudna dla byków i coraz więcej wskazuje na kontynuację ruchu do ubiegłorocznych minimów. Po trzecie, DAX zakończył w piątek notowania poniżej jesiennego dołka, licząc po cenach z zamknięcia, co tylko potwierdza powrót bessy na ten rynek i każe liczyć się z kontynuacją przeceny.
W otoczeniu rynków niewiele się zmieniło. Tarcia w łonie Rady Bezpieczeństwa ONZ na pewno nie oddalają zagrożenia rozpoczęciem działań zbrojnych w Iraku, a jedynie wpływają na pogorszenie klimatu politycznego wokół tego problemu. Piątkowe dane z rynku pracy w USA miały dobry wydźwięk, ale tak naprawdę niewiele zmieniły - rynki oceniły je ostatecznie jako nieistotne.
W tym tygodniu na rynkach może zagościć przekonanie, że wszystko, co złe mogło się wydarzyć już się stało. Można jednak przypuszczać, że jeśli nawet tak się stanie i dzięki temu indeksy pójdą trochę w górę to ostatecznie okaże się, iż takie przekonanie było złudne. To doprowadzi do zaostrzenia przeceny. Pamiętajmy, że w każdym trendzie dużo łatwiej znaleźć powody do jego kontynuacji niż odwrócenia. Jeśli spojrzeć na wykresy zagranicznych indeksów o widać wyraźnie, że na przestrzeni ostatnich 2-3 lat każda fala spadkowa kończyła się zdecydowanym przyspieszeniem ruchu w dół, obrazującym zniechęcenie do akcji nawet najtwardszych byków. Takiego przyspieszenia jeszcze nie widać, ale systematyczne osuwanie się w dół indeksów w USA grozi jego rozpoczęciem. Dlatego ostrożność przy ocenie każdej zwyżki jest obecnie mocno uzasadniona.