WIG20 zaczął dzień z poziomu 1109 pkt., czyli mniej więcej z miejsca poniedziałkowego zamknięcia. To jednocześnie oznacza otwarcie poniżej dolnej granicy wczorajszej konsolidacji, co również jest negatywnym znakiem.

Początek sesji odzwierciedla rozczarowanie inwestorów przebiegiem ostatniej sesji w USA. Wystąpienie Greenspana nie przyniosło optymistycznego przesłania na przyszłość, a raczej potwierdziło, że obawy o negatywny wpływ wojny z Irakiem na gospodarkę są uzasadnione. Przecież o tym mówił też Greenspan. Inwestorzy zachowali się więc racjonalnie i przystąpili do wyprzedawania akcji. W moim odczuciu jesteśmy coraz bliżej momentu przyspieszenia przeceny na zagranicznych giełdach i kumulowania się negatywnych nastrojów. Przedłużające się spadki i brak choćby kilku pod rząd wzrostowych sesji muszą powodować frustrację wśród posiadaczy akcji i skłaniać coraz większą ich grupę do pozbywania się papierów. Wspomnę też o zależnościach między rynkiem kasowym i terminowym. Większość fal bessy kończyła się w monecie, gdy na rynku terminowy przez cały dzień utrzymywały się pesymistyczne nastroje, a potem na kasowym nie było już tak źle. Na razie sytuacja jest odwrotna, co także każe liczyć się z dalszymi zniżkami.

Co może przy takim układzie sił nasz rynek? Sądząc po niezbyt imponującej jakości ostatnich wzrostów (mała szerokość i małe obroty) nie pozostaje mu nic innego jak dołączyć do spadków. WIG20 powinien zaatakować lukę hossy z 11 października pomiędzy 1061-75 pkt. Wcześniej myślałem, że się ona obroni i dojdzie do mocniejszego odbicia. Ale to odbicie nastąpiło wcześniej, więc teraz zakładam raczej zasłonięcie tej luki i doprowadzenie do testu 1040 pkt.