Dopóki będzie utrzymywać się tak żenująca aktywność inwestorów trudno cokolwiek prognozować. Bez wątpienia nie ma sygnałów zapowiadających trwalszą poprawę, ale też jest jakiś cień nadziei na jeszcze 20-30 pkt. w górę. Dla mnie osobiście po tym , co zobaczyliśmy wczoraj, jest to wariant mało realny, ale nie niemożliwy. Wiadomo, że kluczowe dla dalszego rozwoju wypadków najważniejsza będzie sytuacja na zagranicznych giełdach. Jeśli nadal będzie się pogarszać podaż może "pęknąć" i zepchnąć indeks mocno w dół. Trudniej jest określić, czy ewentualne odbicie na świecie spowoduje wzrosty u nas, gdyż często tak bywało, że poprawa koniunktury była wykorzystywana do dystrybucji akcji. To wynikało z przekonania, że dalsze zniżki na świecie są nieuchronne, a wzrost ma jedynie korekcyjny charakter.
Ożywić nasz rynek mogą dzisiejsze dane o styczniowej sprzedaży detalicznej w USA. Zostaną one podane o 14.30. Można przypuszczać, ze do tego czasu w eurolandzie będzie utrzymywać się niepewność, która powinna hamować zapędy byków na naszym parkiecie.
Nie pozostaje nic innego, jak obserwować poziomy 1115 i 1098 pkt. dla WIG20. Przekroczenie większej z tych wartości przemawiać będzie za realizacją scenariusza dalszego odbicia, spadek poniżej mniejszej oznaczać będzie powrót do trendu spadkowego i zapowie test luki hossy z 11 października pomiędzy 1061-75 pkt. Z tych dwóch wariantów ja stawiałbym a drugi z nich i dlatego kupowanie akcji wydaje się w tej chwili bardzo ryzykowne.