Nad światowymi rynkami ciążyły dziś słowa prezydenta Busha, że jest gotów rozpocząć wojnę z Irakiem nawet bez błogosławieństwa ONZ. Ale sprawa Iraku to nie jedyne zmartwienie inwestorów, gdyż kolejna duża amerykańska spółka (Intel) przekazała ostrożne prognozy odnośnie możliwości poprawy swoich wyników w tym roku. Kolejne złe informacje z rynku pracy czynią coraz bardziej realnym scenariusz dalszego spadku zaufania konsumentów i w efekcie ograniczania przez nich wydatków. Na wykresach światowych indeksów na próżno doszukiwać się pozytywnych elementów - DAX i CAC znalazły się poniżej ubiegłorocznych minimów, FTSE100 zrobił to już wcześniej, a teraz powrócił do dołka z bieżącego roku. Indeksy w USA wybijają się na początku sesji z kilkudniowych konsolidacji i pozostaje jedynie wątła nadzieja, ze do końca dnia sytuacja się poprawi. Oczywiście jest taka szansa i czasami byliśmy świadkami spektakularnego odrabiania strat, ale trudno to z góry zakładać. Zresztą nasz rynek dzisiejszym wzrostem prawdopodobnie zdyskontował pozytywne zakończenie dzisiejszych sesji w USA. Jeśli jednak byki nie zdołają się obronić można zakładać ponowne ożywienie podaży na naszym rynku.
Pomimo znacznej zwyżki WIG20 nie zdołał on przebić się ponad opór przy 1084 pkt. Marna była też szerokość zwyżki, bo urosło tylko 7 spółek z WIG20, a aż 10 straciło na wartości. Do tego te, które rosły - TPS, PKM, KGHM, PEO, rosły na małych obrotach. Dlatego z siły naszego rynku względem świata nie wyciągałbym zbyt pochopnych wniosków.